niedziela, 18 września 2016

Przejawianie mocy magicznych a rozwój duchowy


Przejawianie mocy magicznych a rozwój duchowy

Jest to główny powód dla którego praca w grupie jest tak kontrolowana i prześwietlana, a większość grup kończy jako rodzaj sekty. Jest tak ponieważ, w dobrze funkcjonującej grupie, skupionej na zdrowym celu, ludzie są w stanie osiągnąć dla swojego umysłu potrzebny dowód, że magia to nie fikcja i że warto się tym zajmować. Wielu ludzi nawet mimo bardzo ciężkich doświadczeń z guru, mistrzami, grupami magicznymi i sektami to jedno doceniają, że to doświadczenia dały im dowód na celowość i sensowność zgłębiania wiedzy jaką się zajmują. Oczywiście sukcesy grupy nie są przypisywane – jak rzeczywiście powinny być – wszystkim członkom, a jedynie mistrzowi albo jakiemuś bogu. Ale wraz z powiększaniem wiedzy na temat magii jest jasna dla każdego rzeczywista natura takich zjawisk.

Kolejny i moim zdaniem bardzo istotny faktor to ciało fizyczne. Większość z nas z uwagi na manipulacje energetyczne ma wręcz zdewastowane ciała. Nasze ciała od najmłodszych lat są osłabiane (poprzez programowanie, oddziaływanie chemiczne i psychotronicznie) i choć nie ma to wpływu na nasz autorytet duchowy i możliwość pracy z eterem, bardzo to wydłuża i utrudnia manifestacje fizyczne. A ponieważ jeśli manifestacja nie jest natychmiastowa jest praktycznie nieweryfikowalne (w sensie materialistycznym), a przynajmniej ja nie znam sposobu, aby w sposób naukowy udowodnić, że coś się stało dlatego, że ktoś coś zrobił na płaszczyźnie eteru. Tutaj opieramy się całkowicie na swoich wewnętrznych odczuciach, wewnętrznym widzeniu. Jedyna rzecz jaką wiemy, jeśli nie rozwiniemy w sobie umiejętności takiego postrzegania to, że było źle, a jest lepiej, bo ktoś coś zrobił. Ale zawsze jakiś sceptyk powie, że to tylko sugestia. Sugestia choć jest zawsze częścią sukcesu – bo żeby coś się udało trzeba uwierzyć, że się uda – nie gwarantuje sukcesu. Mimo to jest póki co niezbijalnym argumentem.

Kontynuując dalej temat genetyki, jest ona bardzo ważna przy posiadaniu umiejętności bezpośredniego i natychmiastowego wpływu na płaszczyznę fizyczną. Istnieją ludzie, których ciała produkują energię, która gdy jest przekazana, fantastycznie uzdrawia. Jest to kwestia moim zdaniem genetyki (tacy ludzie wraz uzdrawianiem mogą przekazać wiele innych rzeczy i to już jest kwestia ich osobowości) i niczego innego. Są ludzie których ciała mają niesamowite zdolności, które pojawiają się w wyniku traumy, takim przykładem jest chociażby Mirin Dajo(przypadek Mirin Dajo jest naprawdę nieźle udokumentowany). Wyniku traumy wojennej jego ciało stało niewrażliwe na rany cięte i kłute. Po jakimś czasie (kilku latach) coś się stało, nie wiadomo co i umarł w wyniku połknięcia gwoździ. Wszyscy byli w szoku. Są ludzie którzy świadomie poddając się ekstremalnym praktykom mogą żyć w większości używając "energii Słońca" i twierdzą , ze ich ciała mają zdolność fotosyntezy ( tzn. twierdzą, że ich ciało analogicznie do roślin pod wpływem Słońca produkuje i wytwarza wszystko czego potrzebuje do życia). Moim zdaniem bywa z tym różnie i duża część z pewnością jest oszustwem, ale są też przypadki wiarygodne. Ale jeśli uważnie się posłucha, ludzie którzy doświadczają tych fenomenów, opowiadają na ich temat najróżniejsze historie. Tych historii są tysiące, każda jest inna i rzadko ma jakakolwiek sens. Jest tak dlatego, że nie są to umiejętności wypracowane, opracowane, przemyślane od a do z i stworzone. Są po prostu wynikiem genetyki, osobowości, przekonań i jakieś ekstremalnej sytuacji która aktywowała potencjał zawarty w ciele.

Warto tutaj prześledzić dwa ciekawe przypadki, moim zdaniem świetnie udokumentowane jak na swoje czasy. Pierwszym przypadkiem który skrótowo omówię jest Stefen Ossowiecki. Dla mnie lektura książki Ossowieckiego "Wizje ducha mego" jest ciekawa z dwóch powodów. Po pierwsze miał podobną przypadłość jak ja związaną z widzeniem aur, a po drugie cudownie pokazuje mentalność magów z tego okresu i czego szukali – i jest to bardzo pouczające z tego punktu widzenia. Mimo mojego szacunku do osiągnięć Stefana Ossowieckiego, moje zdumienie jest naprawdę ogromne, że poświęcał tyle swojego czasu i uwagi na eksperymenty związane z przesuwaniem szaf pancernych siła woli, a nie rosnącą trzecią rzeszą i mroczne rytuały, które poprzedzały drugą wojnę światową. Cytując za Wikipedią: „Zdolności Ossowieckiego miały rozwijać się stopniowo: w wieku 14 lat zauważał u siebie telepatyczne odbieranie myśli, na studiach ujawniły się zdolności jasnowidzenia i telekinezy, zaś w wieku 35 lat pozostało jedynie jasnowidzenie i bilokacja. Za osobę, która zauważyła rzekome zdolności Ossowieckiego i nauczyła go technik ich rozwoju uważa się Worobieja, żydowskiego kabalistę.” Pokazuje to, że zdolności o których mowa, pokazały się i zniknęły samorzutnie, a sam Stefan Ossowiecki początkowo mylił widzenia aur z astygmatyzmem. Wraz z ich eksploracją pogłębiły się, by potem zniknąć. W ówczesnych czasach podobny fenomen można obserwować u np. Franza Bardona który, wpierw posiadał wręcz niebotyczne zdolności uzdrawiania wolą kierowaną poprzez mowę kabalistyczną, a następnie musiał tego zaniechać i uzdrawiać tynkturami roślinnymi (wedle uczniów Bardona była to wola Boskiej Opatrzności). Osobiście odnajduje bardzo wiele analogii między tymi dwoma magami i podobne rzeczy mnie zdumiewają.

Drugim przypadkiem jaki chciałem omówić jest Marin Dajo. Marin Dajo był artystą, który dużo tworzył w stanie transu. Czytałem różne wersje jego historii wedle tej bardziej – według mnie – prawdopodobnej, w czasie II wojny światowej został ranny i zauważył, że jego ciało natychmiast się regeneruje. Następnie chodził po pubach i barach, namawiał klientów, aby przebijali go nożem. Nóż jednak nie zadawał mu żadnych ran. Pod wpływem tych doświadczeń uznał się za proroka, który ma dawać ludzkości pokaz tego, że duch może zdominować ciało i nie ulec śmierci. Marin Dajo zadziwiał naukowców, ponieważ w jego pokazach nie było żadnej sztuczki – poddał się prześwietleniu rentgenowskiemu w czasie, gdy szabla przebijała jego wnętrzności. Przez grupy chrześcijan był uznany za szarlatana. Modlili się oni o karę za jego zuchwalstwo. Marin Dajo zmarł nagle 1948 roku w wyniku powikłań powstałych na skutek połknięcia metalowej szpili. Tutaj widzimy podobny schemat. Pojawia się niezwykła umiejętność, trwa jakiś czas i znika. Człowiek, który tego doświadcza, nie robił nic specjalnego, aby mieć lub nie mieć tej umiejętności i tłumaczył ją sobie wedle wiedzy jaką posiadał.

W dzisiejszych czasach ma to swoje dwie strony. Jedną fajną, że pokazuje ludziom co jest możliwe, otwiera umysły i pozwala wyjść poza sferę przekonań, jakie są nam instalowane od dziecka. Drugą bardziej mroczną – tworzenie sekt wokół tych ludzi. Ponieważ ci ludzie maja jakieś niezwykłe umiejętności, których można doświadczyć, przyjmuje się to co mówią jako prawdę objawioną i czci się ich jak bogów. Warto zwrócić uwagę, że identycznie traktuje się ludzi z niezwykła genetyką, wybitnych sportowców, czy "babę z brodą". Spotkałem sporo ludzi z naprawdę niezwykłymi właściwościami i nie miało to żadnego, nawet luźnego związku z tym, czy byli ludźmi fajnymi i mądrymi, czy nie.

Jednym z takich fenomenów, który dotyczy mnie bezpośrednio, badam go od lat i mogę powiedzieć jak to wygląda u mnie i ludzi jakich znam jest widzenie aur i energii. Nie mentalne widzenie aur, nie widzenie aur w wyobraźni i nie widzenie w trzecim oku. Fizyczne widzenie kolorów i energii wokół ludzi i przedmiotów tak samo realnych jak ciała fizyczne. Skąd się bierze, w mojej opinii z innej pracy mózgu. Nic innego nie wchodzi tu w grę, nie zależy to od przekonań, nie zależy od osobowości, nie jest żadnym wyznacznikiem mocy czy mądrości. Po prostu mózg tak dekoduje informacje. Nie ma znaczenia co o nich myślisz i co sobie na ich temat sobie wyobrażasz. Robiłem eksperyment z dwiema osobami, które widziały aury w taki sposób jak ja widzę. Wykonywałem widzialną dla mnie akumulacje światła i za każdym razem te osoby widziały to światło. Bez problemu i bez zgadywania. Ale czy którakolwiek z nich miała pojęcie co to znaczy? Żadna, bo nigdy nie badała tego, wręcz byli zszokowani, że można tak łatwo zmieniać kolor swojej aury. Ci ludzie po prostu widzieli coś "niezwykłego" i czuli się wyjątkowo dzięki temu. Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli chodzi o użyteczne informacje, czy ja za pomocą swojej percepcji, czy ludzie z którymi często współpracuje (którzy nie widzą aur) za pomocą swojej percepcji "pozazmysłowej" uzyskujemy te same informacje. Więc nie czyni to tego rodzaju percepcji w żadnym stopniu wyjątkowej. Czy taka percepcja coś daje? Tak jedną rzeczy, ważna w dzisiejszych czasach. Że świat niefizyczny jest dla osoby z taka percepcją tak samo realny i prawdziwy jak świat fizyczny. Więc znacznie łatwiej takiej osobie przekonać swój umysł, że magia istnieje, jest prawdziwa i warto inwestować w nią swój czas. Jak dla mnie tutaj zaczyna się i kończy wartościowość wszystkich cudów i cudaków. Osobiście jakbym mógł sobie wyłączyć widzenie aur, to chętnie bym to zrobił, ponieważ z uwagi na to, że moja percepcja jest tak na tym skupiona, postrzeganie eteru wymaga od mnie więcej energii, niż by wymagało bez tego. Znam jedną osobę widzącą aury od dziecka, która w 24 czy 25 roku życia zepchnęła ta umiejętność, ale z dużą szkodą dla swojej psyche i równowagi mentalnej.

Jest kilka innych sposób pokazywania i zwiększenia umiejętności magicznych, np. starożytne rytuały, opętania, urządzenia magiczne – ten temat tylko zaznaczam a omówię w przyszłości osobno.

Podsumowując, nasze umiejętności duchowe nie zależą od ciała fizycznego. Ale przejawianie namacalnych rezultatów tak. Budowanie sobie tożsamości i poczucia własnej wartości wokół tego, jest analogiczne do budowanie swojej tożsamości i poczucia własnej wartości wokół tego, że się szybko biega. Super, ze się tak ma w jednym życiu, ale nie zabierzemy tego w następne i warto pamiętać, że może to przeminąć z wiekiem. Tak jak znikało u wielu ludzi w przeszłości, np. u Mirin Dajo, czy Stefana Ossowieckiego. Druga sprawa i chyba ważniejsza to czy ktoś posiada, czy nie posiada takich zdolności, nie świadczy o osobie, o jej wiedzy czy "poziomie" rozwoju. Nie jest to żadna wola bogów, ani dar niebios. Moim zdaniem to genetyczna pozostałość po genetycznych eksperymentach dawnych magów w obrębie linii rodowych. Znam kilka osób, których dotyk ma właściwości lecznicze. Dotykają kogoś i osoba czuję się lepiej. Osoby te maja kompletnie rożne poglądy, zapatrywania i wiarę. Łączy je ta zdolność, jedna z tych osób to materialista i ateista. Nie ma to znaczenia tak samo, jak poglądy nie wpływają na kolor włosów, oczu czy potencjał szybkiego biegania. Uważam, że warto samemu dla siebie szukać dowodów, że magia istnieje, jest prawdziwa i warto się nią zajmować. Osoby z takim właściwościami mogą pomóc pokonać własne wątpliwości, ale tylko tyle. To co mówią, nie jest w związku z tym ani głupsze, ani mądrzejsze niż to, co mówi ktokolwiek inny.

4 komentarze:

  1. Dla mnie magia,zatacza szerokie horyzonty.Nie jest czymś odrębnym od codziennego życia.Życie i towarzyszące mu zjawiska jest Magią.Nie pojętym i nie do ogarnięcia przez człowieka przejawem Tao.Wg.mnie osoba która nie "widzi" magii w tym świecie,patrzy nań jednowymiarowo wręcz jednopunktowo.Pozbawiony jest bogactwa jego doświadczania i pełniejszego zrozumienia.

    Osobiście próbuje poznać to co ukryte nie dla tego aby zdobyć wyjątkowe moce,czy przewagę nad innymi w różnorakim aspekcie,ale po to aby doświadczać w jak największym stopniu wspaniałości ziemi.Jeden będzie widział drzewo i tylko drzewo a drugi patrząc na nie bedzie doswiadczał cudu.Dla jednego zwierze bedzie tylko posiłkiem na talerzu a dla drugiego niewysłowioną wiazanka energii.Pierwszy będzie widział sarne,a drugi poczuje jej dzikosć i surowosć.Tym jest magia.Pełnym doswiadczaniem.(dla mnie).
    To samo tyczy sie wiatru,deszczu,śniegu......Nieopisany ogrom wspaniałosci.
    Nigdy nie zadowolą mnie tanie sztuczki takie jak połykanie szpilek czy szklanek.I myśle ze takich ludzi jak ja czy My jest bardzo dużo i coraz więcej.
    Po prostu Magia jest życiem i jego sensem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myśle, że spodoba Ci kilka artykułów o astrologi jakie piszę, są one właśnie utrzymane w tym duchu, jest jeszcze pare rzeczy które chce omówić zanim przejdę wkońcu do pisania do astrologi. Początkowo chciałem pisać głównie o astrologii i jak łączyć magie z astrologią, aby uzyskiwać naturalną energie do realizowania swoich przyczyn stworzonych w eterze, ale w "międzyczasie" pojawiało się sporo innych tematów. Dzięki za ciekawy komentarz.

      Usuń
  2. Mateuszu,wszystko co piszesz na tym blogu jest ciekawe i godne uwagi.Nie ma co się spieszyć.Dobrym winem należy sie delektować i nie pić go w pospiechu.To ja Ci dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę ze w tym artykule poruszyłeś ważną kwestię.Czasami w wyniku doswiadczeń "niematerialnych" człowiek zaczyna popadać w swego rodzaju pychę.Czuje sie wyróżniony i lepszy od innych mogac doswiadczać "innego wymiaru" podczas gdy inni nie.Wtedy własnie warto zauwazyć to o czym piszesz i to że wielu dysponuje "mocami" ale nie chce sie nimi zajmować i w nie nie wierzy.Pozatym wiele można osiągnać ćwiczeniami więc nie jest to dar ale pewnego rodzaju praktyka.Wielu ludzi widzi aury ale nie widzi ich od dziecka,tylko potem jako coś nabytego.I zgadzam się,iz miarą skutecznosci magicznej nie muszą być "fajerwerki" ale to co sie dzieje w rzeczywistosci.

    OdpowiedzUsuń