Przejdź do głównej zawartości

Co Papież-polak zrobił Polsce i tożsamość magiczna, czyli dlaczego nie być substratem cudzego Opus Magnum - Autor anonimowy






































Co Papież-polak zrobił Polsce i tożsamość magiczna, czyli dlaczego nie być substratem cudzego Opus Magnum - Autor anonimowy

Nieodłącznym i kluczowym elementem magicznej tożsamości jest pamięć karmiczna. Bez wiedzy na temat przebiegu przeszłości, tak własnej jak i otaczającego nas świata, trudno jest tworzyć swoją przyszłość w sposób harmonijny z rdzeniem egzystencji jakim są przyczyny dla których zaistnieliśmy jako osobowa istota rozumna. Pamięć karmiczna, podobnie jak pamięć mózgowa, podlega wielu różnym czynnikom, które mogą ją zaburzać: traumie, projekcji, wyparciu, manipulacji hipnotycznej, amnezji, tarczowaniu magicznemu i innym. Tarczowanie tym różni się od amnezji, że w pierwszym przypadku mamy do czynienia z sytuacją gdy pewna część wspomnień została odcięta mentalną barierą i może być odzyskana poprzez usunięcie tej bariery, podczas gdy w przypadku amnezji, struktura i treść wspomnień została bezpowrotnie zniszczona. Dlatego właśnie ten rodzaj pamięci jest jednym z pierwszych celów na którym skupiają się metody magicznego dezorientowania ludzi. Skonkretyzowana tożsamość magiczna, która dzięki wiedzy i pamięci o tym kim jesteśmy pozwala na orientację w zastanym otoczeniu i wykorzystywanie jego aspektów dla własnego dobra, jest również niezbędna do podejmowania odpowiedzialnych i sensownych działań magicznych. W przeciwnym razie zdani jesteśmy na niewidzialnych przyjaciół szepczących nam do ucha Jedyną Prawdę, bądź na rozmaitych „pasterzy”, którzy będą nas prowadzić poprzez swoje misteria i inicjacje jak owce, bez żadnej gwarancji że koniec końców będzie to miało w ogóle jakikolwiek związek z nami samymi jako osobami, a nie będzie tylko dziwacznym rollercoasterem, którego zadaniem jest wzbudzić w nas spektrum myśli, emocji i energii przydatnych dla cudzych rytuałów. Dotyczy to tak wielkich religii, jak i drobnych śmieciowych mistycyzmów propagowanych przez domorosłych zbawicieli i proroków. Z tego punktu widzenia np. wszelkie ruchy, systemy i religie nie uwzględniające wielokrotności wcieleń człowieka już z samej zasady nie powinny mieć racji bytu, ponieważ są albo wyrazem ignorancji, albo celowego wprowadzania w błąd.
Warto się w tym miejscu zastanowić nad faktem jak nieproporcjonalnie mała część ludzi ma w ogóle jakikolwiek dostęp do tego rodzaju pamięci. Nie dotyczy to tylko społeczeństw wywodzących się z nurtu judeochrześcijańskiego, gdzie sama jej koncepcja jest doktrynalnie negowana i rytualnie ograniczana. Widać to także w społeczeństwach azjatyckich, gdzie buddyzm, hinduizm i pomniejsze kulty głoszą wprost jej istnienie, a jednak przeciętny buddysta czy sziwaita nie ma zielonego pojęcia o swoich poprzednich inkarnacjach i pokornie przyjmuje wyroki „karmy”, którą próbuje odkupić kodeksem zasad i paramagicznymi ceremoniami, identycznie co do zasady jak dzieje się to na zachodzie w ramach odkupywania grzechów i przebłagiwania woli i kar bożych. Wspólną płaszczyzną dla wszystkich tych przypadków jest narzucona zewnętrznie przestrzeń mentalna skonstruowana w taki sposób, że ogranicza percepcje umysłową i subtelną oraz blokuje i wygłusza funkcje ducha tak, aby uczynić z człowieka przedmiot rozmaitych świętych i „boskich” procesów, a nie duchowy podmiot zdolny do samostanowienia i kreatywnego zarządzania swoim istnieniem. Przestrzeń ta i wypełniające ją struktury nie powstaje przypadkiem, ale jest efektem magicznej i rytualnej, często bardzo wytężonej pracy ludzi, którzy z rozmaitych powodów, „dobrych” albo „złych”, chcą ograniczać wolność i wolę innych, po to by wykorzystywać ich czas, potencjał i energię dla własnych celów.
W jednym z niedawnych artykułów Mateusz opisał wątek 'Ducha Narodu' i mechanizmów jego powstawania w obrębie jednolitej genetycznie i kulturowo populacji. W tym przypadku mamy do czynienia ze zjawiskiem odwrotnym: otóż narzucając populacji określone ramy mentalne w obrębie których mogą poruszać się i wyrażać swój potencjał jej członkowie oraz przebiegać procesy społeczne, tworzymy środowisko w którym może zostać stworzona lub inkarnowana pożądana istota czy bóstwo. Doskonałą ilustracją tego mechanizmu jest doktryna Kościoła jako Mistycznego Ciała Chrystusa. Za Katechizmem KK:
KKK 805 Kościół jest Ciałem Chrystusa. Przez Ducha Świętego i Jego działanie w sakramentach, przede wszystkim w Eucharystii, Chrystus, który umarł i zmartwychwstał, tworzy wspólnotę wierzących jako swoje Ciało.
KKK 806 W jedności tego Ciała istnieje różnorodność członków i funkcji. Wszystkie członki są złączone jedne z drugimi, a szczególnie z tymi ludźmi, którzy cierpią, są ubodzy i prześladowani.

KKK 807 Kościół jest Ciałem, którego Chrystus jest Głową: Kościół żyje dzięki Niemu, w Nim i dla Niego; Chrystus żyje z Kościołem i w Kościele.

Akapit pierwszy pokazuje nam, że populacja nie musi być jednolita genetycznie, ale musi być jednolita mentalnie, co na poziomie magicznym zapewniają sakramenty przywiązujące świadomość do określonego sposobu postrzegania i rozumienia siebie, świata i relacji społecznych. Jest to charakterystyczne dla przypadków teokracji imperialnych, które w imieniu 'boga' skupiają pod swoją władzą i autorytetem różne odmienne kulturowo i religijnie narody i plemiona. W takim przypadku najpierw należy stworzyć rytualnie wspólną płaszczyznę, która jest wobec tych aspektów transcendentna. Zatem aby uniknąć tradycyjnych sporów i nieporozumień, płaszczyzna ta musi „nie być z tego świata”, tak jak właśnie np. chrystusowe „królestwo”. Akapit drugi pokazuje jakie wartości i jakości będą afirmowane w obrębie uwarunkowanej już i zintegrowanej mentalnie populacji. Warto tu zwrócić uwagę na fakt, że nic nie jest powiedziane o uśmierzaniu cierpienia czy rozwiązywaniu problemów. Jest to po prostu proklamacja cierpienia, nędzy i prześladowań jako szczególnie istotnych elementów (czyli integralnych części, a nie stanów patologicznych) tego 'ciała'. Zatem jeśli w wyniku uczestnictwa w tymże mistycznym ciele spotka nas któryś z tych 'darów', to powinniśmy spodziewać się raczej oklasków niż skutecznej pomocy. Ostatni akapit mówi nam natomiast o supremacji godformy Chrystusa ponad wszystkimi funkcjami i aspektami tego 'ciała', a przez to o podporządkowaniu duchowych autorytetów poszczególnych jednostek całości. Podobna koncepcja występuje w kabalistycznym mistycyzmie pod nazwą Gilgul Neszamot i głosi że wszystkie „dusze żydowskie” są częściami duszy Adama i poprzez wielość istnień w obrębie narodu żydowskiego Adam odkupuje swoją skłonność do grzechu.
Oczywiście jak już wiemy 'bogowie' to magiczne automaty skonstruowane do przeprowadzania określonych procesów astralno-mentalnych i/lub alchemagicznych na zbiorowościach w celu uzyskiwania zwiększonej kondensacji określonych jakości, które pozostają do dyspozycji twórcy bóstwa lub osób posiadających nad nim magiczny autorytet. Populacja żyjąca w danych warunkach, która nie została poddana tego rodzaju eksperymentom, wytwarza kulturę, magię i strukturę społeczna opartą o cykle naturalne jakie ją otaczają. Jest to niezbędnym warunkiem przetrwania i harmonijnego współistnienia z otoczeniem w perspektywie większej niż kilku pokoleń. W takim przypadku możemy mówić o Duchu narodu czy ludu, który powstaje w wyniku wielopokoleniowego przystosowania i którego celem istnienia jest wspólne dobro zbiorowości widziane szerzej niż tylko pozyskiwanie dóbr z otoczenia tu i teraz. Aby transcendować ten poziom niezbędny jest jakiś rodzaj zbiorowego szoku poznawczego, który spowoduje zachwianie poczucia bezpieczeństwa i wewnętrznej integralności populacji. Można to uzyskać na dwa sposoby: albo poprzez wprowadzenie nagłego skoku cywilizacyjnego, dzięki czemu codzienne warunki życia ulegną drastycznej zmianie i uniezależnią się od warunków środowiska, co pozwoli na wprowadzenie bardziej abstrakcyjnych wartości i idei w życie społeczne i przewarunkowanie społecznych struktur; albo poprzez zbiorową traumę i wyznaczenie lękowych granic tabu wprowadzających zasady sprzeczne lub rozmijające się z naturalną popędowością i instynktami samozachowawczym, seksualnym i rodzicielskim, które są fundamentalne dla zdrowego społeczeństwa tworzonego przez zdrowe umysłowo i emocjonalnie jednostki. Przykłady obu tych ścieżek mamy doskonale i wielokrotnie opisane w historii. W pierwszym przypadku jest to np. nagłe „spontaniczne” powstanie cywilizacji i zaawansowanych struktur społecznych Sumeru, gdzie półdziko żyjące plemiona koczowniczo- pasterskie zostały nagle wprowadzone w środowisko państw-miast o skomplikowanej strukturze społecznej i hierarchii kapłańsko-królewskiej. Przykładem drugiej opcji jest np. Wielkie Dzieło, które Mojżesz przeprowadził na semickich plemionach w ramach budowania Narodu Wybranego, który to naród miał być 'pojazdem” i obiektem osobliwej symbiozy względem napotkanego na pustyni 'boga'.
Drugim elementem istotnym dla zagadnienia egregorów narodowych i manipulacji nimi są rodowe linie królewskie. W tym przypadku autorytety magiczne przekazywane są wzdłuż linii krwi, czyli poprzez ciało, a nie jako dyspozycje inkarnowanego ducha. Z tego powodu są one w hierarchii systemowej „niżej” niż autorytety hierofantów, ponieważ linia rodowa jest śmiertelna i może zostać łatwo zamknięta np. poprzez zabicie wszystkich ostatnich dziedziczących. Oczywiście nie każdy wyższy arystokrata z linii królewskich i książęcych jest wielkim magiem który trzęsie światem, ale osoby takie z zasady posiadają systemowe autorytety nad narodowymi egregorami do których należą ich linie rodowe. Ponieważ jednak są to linie pasywnego przekazu poprzez formę, to zwykle mamy do czynienia z głupawymi utracjuszami o nienagannych manierach, będącymi jedynie genetycznymi przekazicielami potencjału i uśpionych autorytetów, którzy w perspektywie narodu częstokroć przez całe swoje panowanie nie wnoszą żadnej wartości dodanej ponadto co naród sam wyewoluuje w zastanych warunkach, a często nawet hamują narodową kreatywność dążąc do spełniania swoich fanaberii o władzy i wojnach. Dlatego właśnie niejednokrotnie ma miejsce sytuacją, że to korona, która zazwyczaj jest artefaktem o wielowiekowej historii, jest mądrzejsza niż głowa która ją nosi. W takim przypadku jest kilka możliwości uruchomienia tych autorytetów na większą skalę: albo gdy w linię królewską inkarnuje się osoba biegła w magii; gdy w linie wżeni się osoba biegła w magii i odbędą się wszystkie formalne rytuały zmuszające egregor do włączenia jej do linii; lub gdy osoba należąca do linii przynależy do jakiejś loży czy zakonu i uczestniczy w jego rytuałach przyjąwszy wcześniej dobrowolnie zasady kręgu. W ostatnim przypadku realna kontrola należy wtedy do głowy zakonu lub istoty z którą zakon jest spaktowany i podległy. Tu podręcznikowym przykładem jest Ludwik XVI, który zafascynowany rewolucją amerykańską wstąpił do loży masońskiej a niedługo potem na gilotynę, kończąc raz na zawsze monarchię absolutną we Francji, po prostu dlatego że przekazawszy autorytety ani on ani jego linia rodowa nie była już dalej do niczego potrzebna.
W tym kontekście trzeba powiedzieć trochę w temacie „magia a sprawa polska”. Polska w ciągu ostatnich 100 lat doświadczyła bardzo intensywnej i głębokiej ingerencji magicznej w narodowy egregor. Otóż przez lata poprzedzające I wojnę światową, a następnie całe dwudziestolecie międzywojenne i później do lat 50-tych, kluczową rolę w polskim kościele pełnił książę kardynał Adam Sapieha. Oprócz najwyższych funkcji w kościele polskim oraz ważnych funkcji i stanowisk w Kurii Rzymskiej, był on spadkobiercą najważniejszych polskich rodów magnackich, a po powołaniu Rady Regencyjnej w 1917 roku, część polskich monarchistów uważało go za naturalnego pretendenta do polskiego tronu, co oczywiście nie było możliwe z powodu pełnionych przez niego funkcji kościelnych. Jednak o tym jak istotna jest to osoba w perspektywie genealogii dynastycznej świadczy choćby fakt że obecna królowa Belgii jest z nim blisko spokrewniona. Ponadto udokumentowana genealogia księcia w ciągu 13 pokoleń dosięga ostatnich Piastów. Wielkie Dzieło jakiego się podjął, pozwoliło mu połączyć oba te aspekty: dziedziczny i duchowny. Otóż książę kardynał był łaskaw poświęcić się odbudowie jedności narodu, państwa i katolickiego ducha polskiego po zaborach. Żeby tego dokonać musiał znaleźć płaszczyznę, która po gigantycznej traumie I wojny światowej mogłaby być wspólna dla polaków, którzy pod sztandarami Niemiec, Austrii i Rosji oraz chrystusowymi krzyżami, którymi po równo obwieszona była każda ze stron, zabijali siebie nawzajem i wszystkich dookoła. Tą płaszczyzną stał się kult maryjny. Historia kultu maryjnego w Polsce nie jest wcale tak oczywista jak się wydaje. Ludy słowiańskie, podobnie jak germanie i nordycy, a w przeciwieństwie do celtów kontynentalnych i brytyjskich, budowały panteony zrównoważone patriarchalnie, dlatego też chrystianizacja Polski przebiegła w znacznej mierze w oparciu o pragmatykę polityczną a nie histeryczny mistycyzm. Dzięki temu Polska pod panowaniem Piastów a potem Jagiellonów była europejskim mocarstwem, narzucającym polityczne i dynastyczne trendy w całej Europie. W tej perspektywie wywodzenie polskiego kultu maryjnego od schrystianizowanych pogańskich kultów Wielkiej Matki nie ma żadnego sensu. Tak można rozpatrywać jedynie lokalne, ludowe aspekty powiązane z konkretnymi formami folkloru. Polski kult maryjny, w skali państwowej, pojawił się dopiero w formie rycerskiej i został przejęty przez polskie rycerstwo i arystokrację od krzyżaków i rycerstwa niemieckiego wraz ze wzorcami rycerskich cnót i etosu, a więc nie ma wiele wspólnego z 'oddolną' duchowością narodową. Wraz z upadkiem dynastii Jagiellonów polski autorytet królewski w praktyce przestał istnieć, a Polska stała się w długiej perspektywie i z magicznego punktu widzenia królestwem bez głowy i bez korony zarządzanym przez dalekich europejskich potomków dawnych królów, niespecjalnie zainteresowanych Polską jako taką ale głownie własną karierą dynastyczną, albo królów elekcyjnych wywodzących się z polskich rodów magnackich, ale bez kluczowego znaczenia dynastycznego w kontekście europejskim. Z tego też punktu widzenia nie było żadnego powodu, żeby silne, wielosetletnie dynastie europejskie prędzej czy później nie miały wpaść na pomysł, żeby podporządkować sobie taki naród. Mentalna i polityczna chaotyczność elekcyjnego królestwa polskiego doprowadziła do ciekawego aktu mistycyzmu jaki miał miejsce w 1656 roku, kiedy to król Jan Kazimierz złożył śluby lwowskie ustanawiające Maryję Królową Korony Polskiej, co skutecznie zakończyło polską linię Wazów. Autorem tego pomysłu był św. Andrzej Bobola, który swoje Dzieło zakończył męczeńską śmiercią rok później. Nie była to z resztą śmierć przypadkowa, bo jeśli ktoś podczas kozackiego powstania przeciw Koronie idzie akurat nawracać kozaków na katolicyzm, to nie trudno ocenić jakie mogą być rezultaty. Jest to podobne proszenie się o męczeństwo jak w przypadku św. Wojciecha i Prusów oraz większości innych katolickich męczenników prowokujących ze wszystkich sił wszystkich wokół do uczynienia ich męczennikami. Są tu zatem oba konieczne elementy działania czarnomagicznego czyli inwokacja godformy przez osobę posiadającą dostęp do odpowiednich autorytetów, wyrażenie określonego aktu woli oraz ofiara ludzka, w tym przypadku dobrowolna. Warto się w tym miejscu zastanowić jakie jest znaczenie godformy Maryi. Pomijając intelektualne aspekty teologii maryjnej i wysublimowane koncepcje nt jej zdolności wstawienniczych względem bóstw starotestamentowych, pierwszorzędnym mentalnym obrazem jaki realizuje ta godforma jest opłakiwanie "syna", który miał swój moment chwały a potem poniósł materialną i 'ziemską' klęskę, ponieważ zwycięstwo jest duchowe, a królestwo nie z tego świata. Jest to obraz poddańczego zawierzenia niezrozumiałym siłom, z których wynika zapowiedziana wcześniej czarna rozpacz ale i głęboka wiara wbrew wszystkiemu w ostateczne moralne zwycięstwo w bliżej nieokreślonej przyszłości. Literatura katolicka pęka w szwach od opisów tej czarnej rozpaczy i łez daremnie wsiąkających w ziemię, w cichości i zawierzeniu. Zatem z magicznego punktu widzenia jest to godforma, która realizuje, szuka i wzbudza takie jakości. Jak widać już na pierwszy rzut oka nie są to jakości na których można łatwo budować dobrobyt i dobrostan narodowy, a jednak polskie elity od kilkuset lat brną w to z uporem godnym dużo lepszej sprawy. Na tej właśnie kanwie widzimy serie bezsensownych, straceńczych wojen i powstań wbrew wszelkiemu rozsądkowi ale za to w niezachwianej nadziei na cudowne zmartwychwstanie ojczyzny, albo przynajmniej zwycięstwo moralne. Polska ustami swoich wieszczów i elit sama siebie zaczyna nazywać 'Chrystusem narodów', a wszystkie kolejne porażki polityczne i militarne wieńczone są kolejnymi mistycznymi aktami zawierzeń i ślubów nad grobami kolejnych pokoleń poległej młodzieży. Stąd zaczynają się wszystkie mistyczno-magiczne rojenia o tym, że to Polska ma zostać zbawicielem świata, o "iskrach wychodzących z Polski' i wielkiej roli Polski w losach i budowaniu nowego lepszego świata, a kto się z tym nie zgadzał lub próbował podchodzić do sprawy rozumnie i racjonalnie, albo porostu żyć swoim życiem budując własny i ludzi go otaczających dobrobyt, był odsądzany od czci i wiary jako zdrajca narodu i heretyk narodowych mitów.
Wracając do czasów współczesnych i Księcia Kardynała widzimy, że wątek ten był kontynuowany wprost i w bezpośrednim nawiązaniu. W dwudziestoleciu międzywojennym, na progu 'nowej ery', funkcjonowały jeszcze w zbiorowej świadomości silnie cesarsko-królewskie autorytety 'starego porządku', dlatego zaistniała potrzeba nowego impulsu maryjnego, którego rolę spełnił "cud nad Wisłą" czysto propagandowo przypisany Maryi, z powodu maryjnego święta obchodzonego dzień wcześniej. Kościół bardzo chętnie propaguje tą legendę, natomiast nigdy nie przyszło mu do głowy potraktować tego poważnie w kontekście teologicznym i kanonicznym. W ten sposób na nowo pobudzono maryjny etos rycerski i stworzono maryjny pomost między I i II Rzeczpospolitą. Wielkoskalowe miejsce dla tego kultu zrobił dopiero 'nowy porządek', którego korzenie teoretyczne sięgają końca I wojny (tu mamy objawienia fatimskie), a praktyczne wykonanie rozpoczęło się wraz z II wojną światową, która wprowadziła Europę w równowagę zupełnie nowych, nie bardzo znanych dotąd sił. Specyfika i unikalność dwudziestolecia międzywojennego polega na tym, że w przestrzeń publiczną zostało wprowadzonych wiele idei i koncepcji albo dotąd w Europie szerzej nieznanych np. propagowanych przez teozofię i antropozofię, albo zapomnianych, jak powrót do kultów pogańskich szczególnie w niemieckim kręgu kulturowym, albo dotychczas zabronionych jak spirytyzm i magia ceremonialna praktykowane wtedy otwarcie i dostępne dla każdego. Stało się to możliwe ze względu na fale ateizmu lub wręcz antyteizmu, która zalała Europe w wyniku upadku tradycyjnego pojmowania religii i boga jaki przyniosła gigantyczna trauma I wojny światowej oraz chaos wywołany jednoczesnym upadkiem trzech największych imperialnych monarchii europejskich.
W tym zamieszaniu, w 1938 roku, Książę Kardynał podczas wizytowania parafii w Wadowicach zwrócił uwagę na siedemnastoletniego Karola Wojtyłę na tyle baczną, że podjął nad nim i jego kształceniem osobista pieczę. Dużo można psioczyć na JP2, ale wrodzonego talentu magicznego odmówić mu nie można, a zatem możemy domniemać że i Książę Kardynał o tym wiedział, skoro to akurat jego wybrał na swojego padawana wśród wszystkich innych nastolatków, których wtedy zapewne spotykał w niejednej takiej parafii. Jak wiadomo z historii kariera Wojtyły przebiegała potem błyskawicznie jak na kościelne normy, Wojtyła szczerze uważał Sapiehę, jak wiemy z relacji świadków, za duchowego króla Polski, a Wielkie Dzieło Księcia Kardynała zaczęło wchodzić w fazę główną. Tu pojawia się trzecia osoba dramatu, a mianowicie Stefan Wyszyński, zagorzały orędownik kultu maryjnego, który po śmierci prymasa Hlonda, zupełnie niespodziewanie, w wyniku serii dziwnych i niefortunnych zdarzeń, składa przysięgę prymasowską na ręce Księcia, który na czas wakatu na tronie prymasowskim zostaje wyposażony przez papieża we wszystkie prawa i zwierzchności należne głowie polskiego kościoła.
W 1956 roku mają miejsce Śluby Jasnogórskie kontynuujące w zamierzeniu Wyszyńskiego bezpośrednio Śluby Lwowskie i niedługo potem zaczyna się dziewięcioletnie rytualne misterium peregrynacji obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej do wszystkich parafii w Polsce, które ma być przygotowaniem do maryjnego odnowienia wiary w tysięczną rocznicę chrztu Polski. Peregrynacja zostaje zwieńczona „odnowieniem aktu zawierzenia Matce Boskiej i powierzenia narodu polskiego pod jej opatrzność na kolejne 1000 lat” w 1966 roku podczas obchodów tysiąclecia chrztu Polski i oddaniem Polski i narodu polskiego w „duchową niewolę”(!) Maryi za "wolność Kościoła w Polsce i na świecie"(!). Misterium to trwa zresztą nie wiadomo czemu do dziś. Gdyby ktoś był ciekaw, to od września 2017 jest czas diecezji warszawsko-praskiej. Śluby Jasnogórskie jeśli ktoś czytał ich treść, tak jak i Akt Milenijny i teologiczny komentarz Wojtyły do nich, moim zdaniem mówią same za siebie jeśli chodzi o mentalność, intencje i role Kościoła w życiu narodu polskiego. Tu nic nie trzeba dodawać ani komentować. Jak to się ładnie mówi: kto ma uszy do słuchania...
Dla mnie jest to feudalny, teokratyczny tekst wygłaszany względem bóstwa przez biskupów polskich, którego autor na fali mistycznego uniesienia wywołanego cudzą magią, tylko samego siebie i kolegów traktuje jako podmiot, natomiast całą resztę narodu jako okalającą ich bezosobową masę, z której można lepić co się chce i jak się chce, bardziej dla dobra Kościoła niż samego narodu. Szczerze powiem, że pierwszy raz to czytałem przygotowując ten tekst i tak jak trudno mnie zaskoczyć w takich sprawach, tak tu się udało. Komentarz Wojtyły jest moim zdaniem jeszcze bardziej porażający, ponieważ jest pomyślaną w XX wieku na poważnie intelektualną wykładnią tej dziwnej mistyki. Tu link http://centhttp://centrumzawierzenia.jasnagora.pl/2015/06/kard-karol-wojtyla-komentarz-teologiczno-duszpast/ rumzawierzenia.jasnagora.pl/2015/06/kard-karol-wojtyla-komentarz-teologiczno-duszpast/  a tu jeden z ciekawszych fragmentów:
"Podmiotem Aktu oddania jest „Prymas i Biskupi polscy” – o nich bowiem Akt wyraźnie mówi jako o podmiocie działającym. Wszyscy inni uczestnicy wymienieni są jako ci, którzy otaczają Prymasa i Biskupów, a nie jako ci, którzy wprost dokonują Aktu oddania. Jest to szczegół ważny również dla zrozumienia przedmiotowej treści Aktu oraz jego konsekwencji duszpasterskich. Ci, którzy otaczają Prymasa i Biskupów w chwili wypowiadania słów na Jasnej Górze w dniu 3 maja w jakiś sposób uczestniczą w podmiotowości Aktu oddania – niemniej oni go nie dokonują. Raczej tylko przyjmują go jako fakt, może jako dar, a może jako zadanie. Prymas i Biskupi nie podstawiają siebie na miejsce całego narodu. Stwierdzają tylko, że przedstawiciele tego narodu są z nimi, otaczają ich w momencie Aktu oddania. W przedmiotowej treści tego Aktu uczestniczą, czy też będą uczestniczyć – oni, a także przyszłe pokolenia – w miarę jak uczynią go swoim, w miarę osobistej, a także społecznej świadomości oraz gotowości."
Z magicznego punktu widzenia jest to majstersztyk nie brania odpowiedzialności za wykonywane działanie i wszelkie płynące z niego konsekwencje przy zapewnieniu sobie korzyści i skutków jakie chce się osiągnąć. Z jednej strony "prymas i biskupi" są podmiotem działania magicznego, ale jest tak ponieważ posiadają dostęp do narodowych autorytetów i używając ich dokonują inwokacji i paktu z godformą w imieniu narodu, który nie ma w tym rytuale żadnej roli poza biernym uprzedmiotowieniem. Widzimy zatem hierofanta, który ma w ręku królewskie autorytety suwerena, ale nim nie jest, więc może podejmować zobowiązania i decyzje na koszt poddanych, samemu stojąc z boku gdy przyjdą konsekwencje. Nie ma chyba w historii Europy innego przypadku w którym episkopat jakiegoś kraju (być może pomijając średniowieczne państwa papieskie) miałby możliwość i odwagę wykonać taki akt magiczny. Nie ma więc też wątpliwości że wzbudziło to zasłużony zachwyt i zdumienie wśród kleru sekularyzującej się Europy zamurowanej w mentalnej równowadze zimnej wojny. Stąd kolejnym papieżem, zamiast kolejnego watykańskiego biurokraty, zostaje maryjny mistyk Wojtyła, a jego magiczny talent znajduje rozkwit w potwierdzaniu słowem i czynem tajemnic fatimskich i innych zakamarków maryjnego kultu. Jak już wiemy dzisiaj po latach, a dla każdego kto czytał je wprost a nie tak żeby wyczytać w nich to o czym marzy, tajemnice fatimskie nie mówią o zamachu na JP2. Objawienia z 1917 roku są efektem intensywnego pobudzenia godformy traumą I wojny światowej i wynikłej z tego rozpaczliwej ateizacji narodów europejskich. Stąd wizje piekła, ponaglenia do nawrócenia, obietnice zakończenia wojny przez żarliwe modlitwy itd. Myślę że dla osób które potrafią pracować z godformami i wiedzą jak traktować "propagandowe filmy" przez nie wyświetlane, jest to oczywiste. Karol Wojtyła najwyraźniej nie wiedział, co nie dziwi jeśli mowa o mistyku. Tutaj w pisaniu tego artykułu zaczynają się schody, ponieważ codzienna rzeczywistość, w której obecnie żyjemy i możemy sobie oglądać na ulicy i w stacjach informacyjnych, jest i przez kilkadziesiąt ostatnich lat była żywym wykwitem działalności JP2 i Dzieła Księcia Kardynała. Oczywiście można to potraktować jak kolejną teorie spiskową, natomiast warto zdać sobie najpierw sprawę z tego, że od czasu gdy Książę Kardynał został mianowany na biskupa krakowskiego w 1911 roku jeszcze przez Cesarza Franciszka Józefa, do śmierci JP2 w 2004 roku, siedem pokoleń polaków było prowadzonych przez TRZY osoby jednym skoordynowanym nurtem mistycznym w skali całego narodowego kościoła, w ramach którego wykonywano często wieloletnie rytuały na zaangażowanych milionach. Jest to rozmach przewyższający znacznie możliwości starożytnego Egiptu czy Babilonu, bo ciężko tam było o zaangażowane miliony, faktycznie rozhisteryzowane w żywej, osobistej nadziei i wierze. Z tym faktem nie ma się co kłócić, poprzednie podobne rozhisteryzowania oparte o zbiór konkretnych wiodących idei a nie tylko o masę emocji tłuszczy, miały miejsce w Europie podczas tworzenia Rzeszy, rewolucji francuskiej, rewolucji październikowej i być może za Lutra. Natomiast trzeba pamiętać, że Kościół zawsze w pierwszej kolejności dba o siebie, a tłumy na których ta troska jest przeprowadzana są środkiem do tego celu a nie celem, co wyraźnie widać w przytoczonych wcześniej oficjalnych dokumentach. Dlatego właśnie jako jedna z bardzo nielicznych struktur w znanej powszechnie historii ludzkości przetrwał aż 2000 lat i zarządza obecnie 2,5 miliardem. Zarządzanie setkami milionów, a w ogólnej sumie historycznej zapewne kilkunastoma miliardami, przez 2000 lat nie przytrafia się przypadkiem, wobec czego o żadnej teorii spiskowej nie może być tu mowy. Mam nadzieję że ta perspektywa rozwiewa wszelkie wątpliwości w tej sprawie. Wracając więc do JP2, który jako papież-hierofant trzymał w ręku również królewskie autorytety Sapiehy, apogeum tego misterium jest msza z czerwca 1979, gdzie JP2 przeprowadza tą znaną inwokację samego Ducha Świętego: „I wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja: Jan Paweł II papież, wołam z całej głębi tego tysiąclecia, wołam w przeddzień święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: niech zstąpi duch twój...” Wzbudziło to oczywiście narodowego ducha, który w zachwycie papieżem polakiem i jego przesłaniem zaowocował w 1980 roku powstaniem jednolitej i ogólnokrajowej Solidarności. Tu trzeba przyznać, że jest to jedyne udane powstanie w historii Polski i o ile zasadne są dyskusje co do tego że najpewniej mur berliński i tak by upadł z powodów geopolitycznych, to tu faktycznie dziesięć lat wcześniej miała miejsce 'spontaniczna' eksplozja wolności i radości w środku układu warszawskiego. Problem jednak moim zdaniem polega na tym, że wolność z zasady, już jako idea, a co dopiero jej realizacja, nie może być dana. Wolność, która jest dana i przyjęta jest jedynie źle zrozumianą formą niewoli. Dlatego nawet jeśli zaangażowani mistycy będą tłumaczyć wszystkie przytoczone fakty i całą współczesną historię Polski jako zrządzenie losu, bożą wolę, wstawiennictwo maryjne, wychodzące z Polski iskry, zstępowanie jasnych płaszczyzn itd, to owszem będą mieli w dużej mierze rację, tu faktycznie w ciągu ostatnich 100 lat mocno iskrzyło i sporo zstępowało, pytanie tylko czy z sensem, w jakiej sprawie i czy na pewno była to sprawa ludzi którzy chcą tu żyć codziennym, dobrym i szczęśliwym życiem, czy znów jako kolejne pokolenie w ferworze świętych misji od Tyraela. Z maryjnymi rezultatami tego Wielkiego Dzieła borykamy się do dzisiaj, w codziennych wiadomościach i gazetach, dlatego moim zdaniem warto się zastanowić ile z tej narodowej energii wzbudzonej na początku lat 80-tych poszło na zwycięstwo i kreatywne budowanie dobrej przyszłości, a ile na budowanie świętości papieża-polaka i pucowanie narodowych mitów o świętej klęsce. Oczywiście taka debata mogłaby się odbyć tylko w warunkach refleksji nad sobą i historią, a nie kolejnego zawierzenia narodowych nieprzyjemności świętemu obrazowi, aby matczyna troska przysłoniła kłopoty wynikające z przykrego wyrzucenia ze strefy komfortu narodowego ego udręczonych chrystusów Europy.
Widzimy zatem na tych kilku przykładach, że jako osoby inkarnowane w określonych czasach i określonych miejscach, możemy mieć do czynienia i być mimowolnymi uczestnikami cudzych 'Wielkich Dzieł', których tryby potraktują nas z powodów np. genetycznych jak statystyczny przedmiot a nie duchowy podmiot. Dlatego właśnie nie ma moim zdaniem innego wyjścia niż chcąc czy nie chcąc zaznajomić się z historią miejsca w którym akurat żyjemy, a jeśli ktoś ma większe konotacje magiczne, to przede wszystkim z lokalną historią magii i mistycyzmu, żeby nie wiem jak były absurdalne. Podstawowym elementem dobrych praktyk każdego rozsądnego maga jest dbanie o swój interes w perspektywie karmicznej, dlatego też wszelkie narodowe patriotyzmy są z tego punktu widzenia taką samą formą przywiązań jak przywiązania religijne czy każde inne narzucane formy społeczne. Tożsamość magiczna oczywiście nie możne być zamknięta na nowe doświadczenia, ponieważ musi ewoluować by zachować swoją funkcjonalność, ale właśnie niektóre doświadczenia mogą służyć jedynie, bądź głównie jako bateria lub procesor cudzym celom i wtedy nie warto ociągać się z odrzuceniem ich na wszystkich planach, bądź przewarunkowaniem do własnych celów w myśl zasady symetrii.

Komentarze

  1. Tekst - miazga. Gratuluję Autorowi wglądu w te sprawy. Miałem ostatnio do czynienia z tzw. Czarną Madonną i mogę spokojnie stwierdzić, że jest to byt demoniczny - sprzeciwiasz się - walczy i jest złośliwy. Tak wygląda to ich miłosierdzie. Co do reszty - tragedią jest, że politycy i publicyści pochodzą z kręgu osób zahipnotyzowanych i nic nie rozumieją. Dlatego historia Polski będzie się powtarzać, nie wierzcie w żadne bajki o potędze i mesjanizmie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem ostatnio do czynienia z tzw. Czarną Madonną i mogę spokojnie stwierdzić, że jest to byt demoniczny - sprzeciwiasz się - walczy i jest złośliwy. "

      Mógłbyś opisać ten przypadek ?
      Ja staram się zrozumieć dlaczego coś odbieramy tak a nie inaczej, bo wszystko postrzegamy poprzez nasz " umysł" nie bez powodu.
      Maria_st

      Usuń
  2. Jest dużo ludzi którzy robią dobrą robotę energetyczną - Polska się obroni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedna jest tylko wiara....gdzie za poznanie,
    przewidziana kara ;-(

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobry tekst.Kiedyś miałem okazje rozmawić z kimś na zachodzie z kręgu władzy.Mówił ze Polska zawdzięcza wolność papieżowi i ze w tamtym czasie miał dostęp do wszelkich depeszy płynacych z Watykanu i świata.Wówczas uważałem ze to słabość i niezdecydowanie Gorbaczowa była głównym powodem.Być moze nie jest to precyzyjnie zwiazane z tematem lecz polecam ten film;https://youtu.be/hbTOk_QyhtE
    Zeitgeist zapewne wielu juz go oglądało.Jest tam też o powstaniu religii i jej aspektach astrologicznych oraz głównych postaciach z nim powiązanych.Na szczególna uwagę zasługuja nieoficjale słowa,niczym proroctwa syna Rokefelerów odnoszącym sie do Wenezueli.Po latach wystarczy zobaczyc co tam teraz się dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Drogi autorze.
    Stosujesz ogromne skoki myślowe, zakładając (podświadomie?), że czytelnik posiada zbliżoną do Twojej wiedzę.
    Pointa jest hmmm... pochwałą egoizmu.
    A co do "Planu", to "kto ma oczy niechaj patrzy kto ma uszy niechaj słucha" istnieje ów jedynie jako ramowy a poszczególne działania są dostosowywane do aktualnej sytuacji (teraz ja zastosowałem skok myślowy).
    Pozdrawiam
    Artur

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, ponieważ to kolejna sytuacja w której ktoś mówi o przeskokach myślowych, to chcę dopytać w takim razie w których konkretnie miejscach widzisz te przeskoki?
      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Pieczęci Kościelne – zdejmowanie oraz specyfika Polski

Żeby dobrze zrozumieć czym są pieczęci kościelna trzeba się cofnąć do czasów przed-potopowych potocznie nazywanych „Atlantydą”. Warto pamiętać, że percepcje dotyczące tych „zapomnianych” czasów obarczone są kilkoma trudnościami. Pierwsze czasy te tak różniły się od tego co znamy, że przełożenie na obrazy i myśli swoich percepcji jest trudne. Druga trudność to tarcze, które trzeba umieć spenetrować, założone przez dawnych magów, aby utrudnić pozyskiwanie wiedzę z czasów i o czasach Atlantydy. Trzecia trudność to ogromna liczba mitów, legend i fantazji odnośnie tych dawnych czasów, które będą zawsze próbowały wpłynąć i odkształcić naszą percepcję. Dlatego wszystko co będę pisał o tych czasach jest niekompletne i nieweryfikowalne, dotyczy raptem tego co miało na mnie bezpośredni i silny wpływ. Jest też oparte na mojej percepcji w obszarach w których wydaje mi się z sukcesem przeniknąłem dawne tarcze „zapomnienia”.

Atlantyda była królestwem, z silną arystokracją którą tworzyły rody. Był …

Era Wodnika (część druga) – grupy magiczne, Rawn Clark, TMO

W tym wpisie chciałbym pokazać jak grupy magiczne funkcjonują na świecie i z jakich powodów starają się wpływać i manipulować umysłami i emocjami ludzi. Grupa magiczna w której byłem nazywała się po prostu Grupa-TMO i jej zadaniem było zgłębianie kabały i praca z magią IHVH-Adonai Rawna Clarka. Trafiłem do grupy zasadniczo „przypadkiem”, na pierwszym zlocie hemeticum poznałem osobę będącą częścią tej grupy od kilku lat(ten zlot był chyba w 2005 albo 2006 roku). Krótko po zlocie pod wpływem pozytywnych opinii na temat TMO, zacząłem je praktykować. Okazało się dla mnie bardzo proste i szybko ukończyłem pierwsze 9 lekcji. Następnie po rozmowach z polskim członkiem Grupy-TMO chciałem do niej wstąpić. Pierwszy okres kilku miesięcy spędziłem w tzw. akademię grupy TMO, która miała za zadanie wspomagać mój rozwój w ramach magii IHVH-Adoni.

Po pobycie w akademii zapragnął uczestniczyć w pracy tzw. Grupy Pracy. Grupa ta składała się z kilkunastu członków z całego świata w tym raptem kilku akt…

Depresja w ujęciu okultystycznym

Depresja w ujęciu okultystycznym

Depresja może mieć bardzo wiele źródeł. Przypadłość ta może być wynikiem wadliwej pracy mózgu z uwagi na obciążenia genetyczne jak i zanieczyszczenie środowiska. Może być wynikiem traumatycznych przeżyć, jakich dana osoba nie była w stanie bezpiecznie dla siebie przepracować. Może też mieć podłoże okultystyczne – i na tym chciałbym się skupić w tym artykule. Niektóre, rzadkie przypadki mają swoje podłoże w kilku lub wszystkich źródłach naraz, i wtedy pomoc takiej osobie okazuje się trudna.

Depresja pojawia się z uwagi na brak siły witalnej. Dopóty dopóki człowiek czuje w sobie silny przepływ energii życiowej cieszy się dobrym samopoczuciem (co nie znaczy, że nie ma w sobie trudnych czy nieprzyjemnych emocji). Skutkiem zaburzenie tego przepływu jest stan zobojętnienia, wyobcowania z życia a czasem myśli samobójcze. Chciałbym w tym miejscu nakreślić, wszystkim osobom zmagającym się z tym problem, że jeśli źródłem depresji nie jest natura czysto fizyczna …